juz prawie koniec... 24. lutego 2012 11:17:00

11:18 2012-02-24
Prosty sposób na zrobienie z siebie idiotki:

-Otrzymaj telefon z prośbą o przyjęcie zwrotu towaru
-Poinformuj o tym szefa [wspomnij że byli "mocno przekonywani"]
-Poczekaj aż szef  przekaże to dalej i zostanie wywołana burza, i wzbudzi to zainteresowanie prezesa,
-Jedź do feralnego miejsca i dowiedz się, że połowa towaru została już sprzedana a druga podzielona na cztery inne punkty [ i wciąż nie opłacona], zwrot zostaje zawieszony. data wykonania przelewu przez klienta również...
-Szef czeka na telefon, a ja jeszcze nie wiem, jak się ta sprawa rozwiąże. Jak przyjdzie mi za cokolwiek płacić, to chyba się wścieknę. Czemu w każdej firmie muszę dokładać do interesu nie z własnej winy ?! Ok, jak przekroczę prędkość, to z mojej ale w innym przypadku..?


Do końca miesiąca zostały 3 dni robocze... Tylko co będzie ze mną dalej...?

Trzeba będzie zadzwonić do K. Chętnie bym trochę postrzelała.


 




Komentarze (1)







przygody z nfz, tym razem nie służbowe. 22. lutego 2012 12:14:00

Co za masakra...

Ja wiem, że wszyscy narzekają na polską służbę zdrowia.
Też mnie wkurza, że przedstawiciele wpychają się w kolejkę,
że lekarze się spóźniają albo nie przychodzą w ogóle.
Ale dzisiaj przeżyłam prawdziwą traumę !

Udałam się do ginekologa, bo jestem zaniepokojona.
Tłumaczę babce o co chodzi, a ona na mnie z krzykiem: a po co pani takie wyniki, bezpłodna pani jest? -nie. -Rodziła pani już? -nie. -Czemu nie? W tym wieku? Niedługo nie będzie pani miała z kim. Wymyślacie sobie problemy, nie macie co robić. Jak nie ma objawów to po co pani robi takie testy...

Po wysłuchaniu całej litanii [no tak, za darmo leczy to nie musi być miła ani delikatna], pytam, czy można w końcu na NFZ czy tylko prywatnie i czy jak się umówię prywatnie to mi zrobi. Nie zrobi. Brnę dalej i naciskam, żeby jednak coś z tym zrobiła bo nie dam się wyprosić ot tak. Aaa no i jeszcze zapomniałam dodać, że jak już zeskoczyłam z samolotu, druga baba wbiega bez pukania, otwiera drzwi na oścież i debatują, co z moim przypadkiem zrobić. W końcu dostałam próbkę i mam ją sobie prywanie zawieźć do analizy, za 30zł. Dobra-myślę- byłam wczoraj służbowo w tym laboratorium, trafię. Przełknę wstyd i pojadę. I tak zrobiłam.

Dotarłam na miejsce w ponad pół godziny [zasuwałam jak dzika z jednego końca miasta na peryferie drugiego, całe szczęście mam jeszcze samochód]. Oczywiście znów zostałam potraktowana jak sensacja, bo zwykle dostają anonimowo i hurtowo, a tu nagle przychodzę i pytam po ile analiza  :D Ale 5 minut po tym upokorzeniu i grupowej naradzie, sprawdziły cennik i usiadłam: 130zł. No to się wycofuję. -No dobra, to mamy też taki za 50zł ale mniej dokładny.
-odparła zgorszona pani Grażynka, czy jak jej tam. -Poproszę. -Odbiór za 10 dni. Do widzenia.

Nie mam siły ani ochoty leczyć się u takich SPECJALISTÓW.
Strach pomyśleć, co będzie jak zajdę w ciążę albo naprawdę się pochoruję...
Jak dopiero coś u siebie podejrzewasz, jesteś bagatelizowany.
Jak jesteś umierający, machają ręką i mówią, że już za późno.

****************
A szef mi powiedział, że za miesiąc mnie zwolni. Cudownie, nie?
****************




Komentarze (1)







znowu. 20. lutego 2012 19:54:00

Kupiłam makaron i sos, z myślą że dzisiaj pierwszy raz coś dla niego ugotuję. Bo rzeczą wiadomą jest, że dla takiego kulinarnego beztalencia jak ja, nawet makaron będzie wyzwaniem.
Udało się, choć podgrzałam samo mięso, a sosu zapomniałam...Ale Jacek go podgrzał i zjadł bez szemrania.

W międzyczasie znowu dzwonił kierownik, że jutro wpadnie na wizytę. Dostałam napadu histerii. Koleżanki biorą tabsy ziołowe, chyba serio muszę sobie coś takiego zakupić. Już mi lepiej, zaraz zacznę kombinować, dokąd jutro pojedziemy.  Trzeba będzie napomknąć o zwrocie w kolejnej aptece. I ukradzionych kołpakach.

Boże, niech ta farsa się wreszcie skończy.




Komentarze (0)







wino 10. lutego 2012 23:46:00

Nie pozbierałam się...Ale postanowiłam odczekać z pisaniem aż polepszy mi się nastrój,

Zatem trzeba było dużo seksu albo dużo ćwiczeń. Dzisiaj J. wyjechał, więc zostało mi to drugie.
Mam nowe filmiki z Zumbą i po takiej rozgrzewce zachciało mi się dancehallu.
Na zadzieranie nóg na ściany i stawanie na głowie jestem już za stara chyba, ale szpagat zrobię. Już niedługo hehe, niewiele brakuje. To zmęczenie "po" jakoś pozytywnie nastraja.

W środę ostro zapiłam z siostrą J. Porzuciła swojego chłopaka, bo jakiś dużo starszy zawrócił jej w głowie. Niby nie dla niego, jednak dowartościował ją na tyle, że poczuła się zdolna do samodzielnego funkcjonowania. Robi się z tego prawdziwa telenowela, bo były zostawił swoje meble i komputer [z trojanami by sprawdzać, co robi!]. Zabrał telewizor. Wielka awantura o to i prentesje, bo przecież od 7 miechów nie pracował, więc na co liczył? Mnóstwo pikantnych szczegółów się nasłuchałam. Alkohol to jednak zło jest... W pijackim amoku jednak docierało do mnie, że oboje mają winę. Siedziałam grzecznie, nie komentując za wiele, podnosząc szklankę do toastu. Potem był koszmar. 23 godziny snu i wielokrotne sprinty do łazienki. Pierwszy i ostatni raz się tak załatwiłam, mam nadzieję :D


Na kłopoty zatem polecam dwa wina, koniecznie domowe [różowe] zmieszać z biedronkowym  [białym], umrzeć na niemal dobę i zmartwychwstać w rytmie salsy :D

Eh.. już mi się nie chce. Idę, zanim znowu zacznę smęcić o braku celu w życiu ;)




Komentarze (1)






 

 

 

 

 

 

 

 



gayman | kyren | przeciwnosci-losu | dziwnakobieta | eryk | Mailing